Armin van Buuren

Poprzedni temat «» Następny temat
Armin van Buuren - A State Of Trance 2016
Autor Wiadomość
ZDobrejWoli 
Official :D

Asot-Only

Pomógł: 3 razy
Wiek: 24
Dołączył 998 dni temu
Posty: 2945
Skąd: Polska
Wysłany: 15-05-2016, 16:44  Armin van Buuren - A State Of Trance 2016


Armin van Buuren - A State Of Trance 2016

Światowa premiera: 06.05.2016 / Armada Music
Polska premiera: 20.05.2016 / ProLogic Music






Nerwowe oczekiwanie, wielomiesięczne dyskusje, mniej lub bardziej trafne typowania, czyj utwór znajdzie się tym razem na kompilacji, a czyj nie... Czy tego chcemy, czy nie - każdego roku kompilacja z serii "A State Of Trance" wywoływała, wywołuje i będzie wywoływała sporo emocji w świecie muzyki elektronicznej. Nieprzerwanie od 14 lat za jej brzmienie odpowiedzialny jest właśnie on - uosobienie gatunku Trance dla milionów słuchaczy z całego świata - Armin van Buuren.





Co cechuje "A State Of Trance"? Od samego początku była ona kompilacją dwupłytową. Jej charakterystyczny podział na części 'On The Beach' ("na plaży") i 'In The Club' jest obecny od 2006 roku (co ciekawe, przy pierwszej edycji zaniechano specjalnego nazewnictwa poszczególnych płyt, zaś rok później podpisano je jako "Light" i "Dark").

Z czym kojarzą nam się wspomniane nazwy? Cóż - jeśli plaża, to nieco spokoju, szum morskich fal, ciepło balearycznych dźwięków. A jeśli klub, to wyzwolenie swoich emocji wśród energicznych, upliftingowych rytmów.

Tak było kiedyś. Było, ponieważ granica pomiędzy klimatami owych płyt zaczęła się zacierać już kilka lat temu. Dziś podane przeze mnie definicje w ogóle nie pokrywają się z tym, co zastajemy na CD1 i CD2 tegorocznej edycji "A State Of Trance". Wiele rzeczy się zmieniło - brzmienia, słuchacze, do czego musieli dostosować się sami producenci, na czele z Arminem.

Przejdźmy do poszczególnych utworów z kompilacji:

On The Beach:

01. Omnia - Alien (Intro Mix) - bardzo dobre, obiecujące, ponad minutowe intro doprowadziło nas niestety (choć czemu tu się dziwić; przecież oryginał został wydany tuż przed premierą kompilacji) do mieszanki dźwięków Omnii z samplami rodem wyjętymi z projektów Marka Sixmy. Jeżeli porównamy "Alien" z dawnymi produkcjami Ukraińca, może nas nawiedzić melancholia, niektórych wściekłość, w skrajnych przypadkach depresja. Nie zdziwię się, jeśli następnym krokiem Evgeniya będzie zmycie z siebie plamy, jaką popełnił w tegorocznym openingu "A State Of Trance". A przynajmniej taką mam nadzieję.

02. Denis Kenzo & Sveta B - Sunshine Blue - przyznam, że z tym producentem mam pewien problem: obserwuję jego karierę już od dawna (i to jeszcze sprzed "Lullaby Lonely" - kompozycją, która otworzyła mu drzwi do międzynarodowej sławy) i poza kilkoma wyjątkami (np. "Sitorya" czy "Lifetime Change") nie potrafię przekonać się w stu procentach do jego produkcji; tak - są oryginalne, charakterystyczne (inspirowane dawnym stylem duetu The Blizzard) i ciekawie skomponowane, jednak zawsze czegoś mi w nich brakuje do pełnej satysfakcji ze słuchania. Nie inaczej jest przy "Sunshine Blue". Wielki plus - jak zazwyczaj - dla Svety B, czyli wokalistki, z którą Rosjanin współpracuje już od wielu lat.

03. Jerome Isma-Ae & Alastor - Floyd - utwór wydany przez sub-label Armady - Jee Productions w lutym bieżącego roku; pierwsza jaskółka wieszcząca ukłon w stronę progresywnych dźwięków a'la Eric Prydz; fantastyczny breakdown i świetne rozwinięcie motywu; przy tym numerze naprawdę można się zapomnieć.

04. Rodg - High On Life - kolejne dwie pozycje należą do podopiecznych Rubena de Ronde; pierwszym z nich jest Rodg i jego "High On Life". W jakimś tam stopniu zaskakujący i pozbawiony schematów, jednak osobiście nie zatrzymał mnie na więcej niż jeden odsłuch.

05. Same K - Distance - następny numer to dzieło Dmitrija Semakina, wpasowujący się w obecny charakter wydań Statement Music (dlatego nie dziwi mnie, że rozszerzona wersja utworu trafiła właśnie do wytwórni Rubena de Ronde), pozytywny numer, choć słychać w nim kilka sampli / przejść znanych głównie z produkcji Wrechiskiego (Brazylia). Można zawiesić ucho na dłuższy czas.

06. Ana Criado & Denis Kenzo - Beautiful Creature - Denis Kenzo po raz drugi, tym razem z jedną z moich ulubionych wokalistek, czyli Aną Criado. I to właśnie jej głos uważam za najmocniejszy punkt "Beautiful Creature", aczkolwiek użycie gitary akustycznej w breakdownie oraz siła kulminacji sprawiają, że ten numer wypadł o niebo lepiej od wcześniej opisywanego "Sunshine Blue".





07. Estiva - Power Core - pierwsza połowa bieżącego roku jest na pewno ogromnym zaskoczeniem dla wielbicieli Stevena Baana, czyli Estivy. Po wydaniu niezwykle ciekawej EP-ki dla Statement Music, na której Holender zdecydował się na poeksperymentowanie z techowymi rytmami; na "A State Of Trance 2016" poznaliśmy jego kolejny utwór - "Power Core". Wprowadzenie i breakdown - naprawdę obiecujące; niestety nieco 'sucha' główna część kompozycji ostudziła mój zapał. Aczkolwiek brawo dla Estivy za ciągłe obdarowywanie nas nowymi pomysłami.

08. Henry Dark - Beirut - najmniej znana i zarazem najbardziej tajemnicza postać całej kompilacji - australijski producent i DJ, Henry Archee. I myślę, że jego debiut możemy uznać za udany, naprawdę ciekawa linia melodyczna, solidny bassline; jedyne co mi przeszkadza, to zbyt częste 'cięcie' motywu w kulminacji. Utwór, który mógłby wpasowywać się w obecne standardy Anjunabeats (aczkolwiek - to jeszcze nie ta liga; wierzę, że w najbliższych latach Henry zwiększy swój poziom; jest na naprawdę dobrej drodze, aby to uczynić).

09. Orjan Nilsen - Iconic - z 'prawie' Anjunabeatsowego klimatu uciekamy do pierwszego singla z nadchodzącego albumu Orjana Nilsena - "Iconic". Od jakiegoś czasu Norweg prezentuje nieco wyższą formę, co potwierdza również ten kawałek. Bardzo dobra, wciągająca melodia, świetne budowanie napięcia (zwłaszcza w drugiej części), właściwa energia basu. Nie powala, ale nastraja pozytywnie.

10. Venom One - Elysia - od brytyjskiego duetu Venom One mogliśmy się spodziewać praktycznie wszystkiego, choć na pewno niepozbawionego mocy. Ciekawe, niespodziewane ułożenie kulminacji; przyjemność odsłuchu odbiera mi delikatnie podobieństwo akordów "Elysii" do utworu "Time" Hansa Zimmera (stworzonego na potrzeby filmu Christophera Nolana - "Incepcja").

11. Orjan Nilsen & KhoMha - El Capos - nieco dziwaczne intro i outro; jednak główna część tego numeru naprawdę wkręca; myślę, że namiesza równie mocno, co współpraca Orjana z Cosmic Gate sprzed dwóch lat - "Fair Game" (oba motywy mają podobny charakter i zapadają w pamięć).

12. Driftmoon feat. Eller - Grindstone (Guitar Mix) - pamiętny kawałek z seta Juraja podczas zeszłorocznego Transmission, w trakcie którego (oprócz dźwięków gitary) Eller van Buuren uraczył słuchaczy (na ich nieszczęście) swoim głosem. Nie wiem czy wpływ miał na to stres, czy brak umiejętności Holendra - pozostawię moje rozważania w tym miejscu, ponieważ w wersji finalnej ze strony Ellera słyszymy wyłącznie gitarę elektryczną.

"Grindstone" na kompilacji wypada pozytywnie, momentami przypomina styl Armina van Buurena (m.in. z "J'ai Envie De Toi"), choć jest delikatnie mniej dynamiczny od wspomnianego przykładu. W Pradze odebrałem go za utwór lepszy, teraz moja euforia opadła, jednak nie do poziomu zera. Zobaczymy czy rozszerzona wersja w jakikolwiek sposób zmieni moje zdanie.



13. Yoel Lewis - Goldengate - jedno z większych odkryć Armady z ubiegłego roku (choć warto zauważyć, że Izraelczyk wydawał już w 2014 roku w Enhanced Music); kawałek z wielkim (i co ważniejsze - wykorzystanym!) potencjałem na użycie w nim instrumentu smyczkowego. Wokale w tle na delikatny minus, jednak cała reszta jest naprawdę świetna; gdybym miał go porównywać z "Beirut" (a umówmy się - pod względem brzmienia - nie ma drugiego lepszego przykładu do porównywania) - "Goldengate" wypada o niebo lepiej.

14. Alexander Popov & Digital X - Spacewalk - ciekawostką jest fakt, że Alexander Popov jest jednym z kilku producentów, którzy dostali szansę zaprezentowania aż dwóch swoich dzieł na "A State Of Trance 2016" (i jednym z dwóch - obok Jorna van Deynhovena - których utwory pojawiają się jeden po drugim).

Pierwszy z nich - "Spacewalk", stworzony wraz z Digitalem X (Petrem Holubem z Ukrainy) wypada nie najlepiej, aczkolwiek nie nazywałbym go całkowitą porażką; ma w sobie coś, czym może zaskakiwać słuchacza, jednak ostatecznie - nie zachęca do ponownego odtworzenia. Szybko o nim zapomnę / zapomnimy.

15. Alexander Popov feat. Jonathan Mendelsohn - World Like This - o głosie Jonathana naczytałem się wielu negatywnych opinii (ostatnią z nich możecie nawet odnaleźć na naszym forum). Prawdą jest, że na pewno nie zachwyca on tak, jak za czasów utworów z Dash Berlin czy Nic'iem Chagallem, ale jestem przekonany, że większą tragedią jest przesłodzony i schematyczny do bólu podkład Popova (który z kursu oryginalnego artysty, zboczył na ścieżkę 'jednego z wielu). O tym numerze chcę zapomnieć szybciej, niż o "Spacewalk" i o mojej byłej dziewczynie. To na pewno mi się uda.

16. Yoel Lewis feat. Sivan - Ceasarea - na czym ja to skończyłem? Nieważne; ważne, że mamy przed sobą kolejne dzieło Yoela Lewisa; tym razem we współpracy z żywą i świadomą wokalistką, konkretnie z Sivan Helman (również z Izraela). Naprawdę szkoda, że jej głos (?) został w dużej części kawałka obniżony komputerowo, a jej normalną barwę słyszymy zaledwie przez chwilę.

Poza tym jednym mankamentem, "Ceasarea" wypada równie dobrze, co "Goldengate". PS. W miksie o wiele za szybko pojawiają się dźwięki z "XO", dlatego nie mogę się doczekać rozszerzonej wersji pracy Izraelczyków.

17. Genix - XO - utwór, który podkreśla coraz większą zażyłość Armina (i całej Armady) do Genixa (i stylistyki Anjunabeats); co prawda ów 'romans' trwa już od kilku lat, ale na tegorocznej kompilacji "A State Of Trance" przeżywa on swój renesans. Nie zachwyca, ale nie odrzuca, a już na pewno nie pozostawia słuchacza obojętnym.





18. Fatum & JES - Anything Can Happen - tłumacząc na język polski: "Wszystko się może zdarzyć" ("Wielkie odkrycie [...]"). 'Fatum' nad kwartetem Fatum (nominowanego przecież do nagrody Grammy) polega na tym, że żadna ich produkcja nie potrafiła mnie dotąd przekonać. Z tą nie jest inaczej, a szkoda, bo wierzyłem w głos JES. Ale głos to nie wszystko. Podkład wydaje się przedłużeniem, wręcz przejaskrawieniem wcześniejszego "XO". Nie dla mnie.

19. Armin van Buuren feat. BullySongs - Freefall (Manse Remix) - naprawdę chciałbym znaleźć pozytywną stronę tego remiksu. Powiem tak: gdyby odrzucić wokal, kulminację, której brzmienie przewijało się już w setkach innych kompozycji na przestrzeni ostatnich lat... cóż, mógłbym pochwalić piano w breakdownie. Ten remiks to jedna z tych pozycji, za umieszczenie której Armin z przeszłości mógłby dać porządnego (przepraszam za kolokwializm) liścia w twarz swojemu teraźniejszemu 'odbiciu'.

In The Club:

01. Armin van Buuren feat. Eric Vloeimans - Embrace (Arty Remix) - muszę przyznać, że jeśli chodzi o oficjalne remiksy "Embrace" (póki co wiemy o Andrew Rayelu i właśnie Arty'm) jestem zawiedziony; Rosjanin w swojej wersji świetnie wykorzystał melodię poboczną na piano z breakdownu oryginału, ale jednak brakuje tej 'wisienki na torcie' w postaci trąbki Erica Vloeimansa. Aczkolwiek gratuluję pomysłu i poprowadzenia interpretacji na swój sposób. Po raz kolejny - dźwięki Anjunabeats z krwi i kości.





02. Armin van Buuren pres. Rising Star feat. Betsie Larkin - Again (Armin van Buuren Remix) - no cóż, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w tej produkcji Armin wykorzystał zeszłoroczny szum (czy jak to mówią Amerykanie - hype) na "Anaherę" oraz "Origami". Muszę jednak pochwalić Holendra za fenomenalne zbudowanie części instrumentalnej, a Betsie Larkin za iście anielski głos, który nie pozwala się oderwać od "Again".

Podobieństwo do wyżej wymienionych kawałków znacznie obniża moją osobistą ocenę. Jestem bardzo ciekaw, czy doczekamy się jakiegokolwiek oryginału, a jeśli tak, to jak będzie brzmiał.

03. Super8 & Tab - Mega - chyba najbardziej problematyczny i kontrowersyjny utwór z "A State Of Trance 2016", nieprawdaż?

"W lutym napisałem o nim: "Breakdown rodem z nowych rytmów Anjunabeats (i za to plus), zaś kumulacja numeru skojarzyła mi się z Tiesto... tak, nowym Tiesto ;) Ewentualnie Maxem Farenthide'm i jego duetem z Hubertusem - Disco Superstars :D

Był jeden numer 'trance'owy', w którym potrafiłem polubić tego typu dźwięki (Beat Service - On The Edge); w przypadku tego utworu - chemii zdecydowanie nie będzie ;) "

Po trzech miesiącach moje spojrzenie na "Mega" nieco się zmieniło (i nie wstydzę się do tego przyznać), jednak nie ze względu na to, że nie jest to wspólne dzieło Armina van Buurena i MarLo (jak entuzjastycznie podpisywali niektórzy), ale ze względu na to, że główny motyw Finów ma niesamowitą siłę przyciągania.

Nie dziwię się osobom, które opluwają ten numer (myślę, że głównie w kontekście grania go przez Armina oraz jego pojawienia się na "A State Of Trance 2016"), ale dziś staję po stronie zwolenników dzieła Super8 & Tab. Możemy żalić się, że kiedyś Miika i Janne z miejsca wyrzuciliby taki projekt do kosza, ale... wrzućmy na luz, pozwólmy się oddać chwili, która jest tu i teraz. A jeśli się nie oddamy, przejdźmy do następnej pozycji na płycie.





04. Andrew Rayel - Epiphany - Andrew jaki jest - każdy słyszy. Od kilku lat stoi w tym samym miejscu (jego fani mogą to określić jako 'trzymanie się swojego dobrego stylu, który się sprawdza' - kto w tym sporze ma rację, niech osądzi Bóg i historia).

Ale w tym miejscu Was zaskoczę - mimo swojej ogromnej schematyczności, jest to najlepszy utwór Rayela od kilku lat; powrót do długich, emocjonalnych breakdownów, których nastrój w większości buduje charakterystyczne piano oraz nieprzewidywalne rozwinięcie i cięcie motywu w głównej części "Epiphany". Oddalony o lata świetlne od ideału choćby "Aeon Of Revenge", jednak nie tak kiczowaty, jak kilkadziesiąt poprzednich prób Mołdawianina w ponownym zaciekawieniu mnie jako słuchacza (i tutaj małe sprostowanie - numer "Chased" z Markiem Sixmą też swego czasu pochwaliłem, czego nie żałuję).

Suma sumarum - złoty okres wartości kariery Rayela skończył się tak szybko, jak się zaczął; obecnie trwa czas zrywania kuponów i korzystania z zaufania Armady oraz wiernych słuchaczy. Pytanie tylko, czy ten stan będzie trwał w nieskończoność, czy jednak pewnego razu osobie decyzyjnej (wytwórni lub samemu producentowi) naprawdę znudzi się wydawanie jednej i tej samej formy.

05. David Gravell - Stay Awake - ciekawy, miejscami mroczny motyw w breakdownie; dalsza część kawałka potwierdza, że Gravell nie zamierza rezygnować z pozostawania w cieniu Marka Sixmy, w dużej mierze inspirując się swoim 'mistrzem'; "Stay Awake" szybko zagubi się w tłumie tegorocznych premier (przepraszam, już się zagubiło).

06. Gaia - Inyathi - projekt, który od zawsze elektryzuje wielbicieli gatunku, choć obecnie w znacznie mniejszym stopniu niż kiedyś; "Inyathi" wypada naprawdę przyzwoicie i na tle pozostałych utworów z "A State Of Trance 2016", i na tle zeszłorocznych produkcji spod aliasu Gaia... Jak mawiał klasyk "bunkrów nie ma", ale Armin i Benno przyciągnęli moją uwagę. A to już jest jakiś plus.

07. Simon Patterson feat. Lucy Pullin - Now I Can Breathe Again - utwór, który w moich oczach, został potraktowany po macoszemu, nie tylko w kompilacji przez Armina, ale i przez samego Pattersona; bardzo żałuję, że Brytyjczyk nie miał jakiegoś lepszego pomysłu na rozwinięcie zadowalającej części z wokalem Lucy (zwłaszcza, kiedy w numerze prezentuje się tak długi i szalony build-up). Fantastycznemu "Dissolve" nie dorasta nawet do pięt.

08. M.I.K.E. pres. Plastic Boy - Now & Forever - dla wielu z Was widok tego kawałka na trackliście na pewno stał się jednym z niewielu powodów, aby nie przekreślać całkowicie "A State Of Trance"; jako jedną z nielicznych pozycji, która mogłaby nas pozytywnie zaskoczyć (w tej kwestii mam odmienne zdanie, ale o tym wcześniej i później).

Bieżący rok upływa M.I.K.E.'owi między innymi pod znakiem powracania do swoich dawnych projektów - Overtone, Plastic Boy, wkrótce również Caromax. Z "Now & Forever" możemy być zadowoleni; w mojej ocenie - jest to najlepsza propozycja Belga w wachlarzu jego licznych tegorocznych propozycji. Porównywanie z poprzednimi kawałkami jako Plastic Boy (na czele z "Chocolate Infusion") zdecydowanie mija się z celem.





09. Radion 6 - Livin The Dream - 'fałszywa Gaia' (nawiązuję oczywiście do faktu, że do czasu ujawnienia oficjalnych odsłuchów, 99% dyskusji nt. "Inyathi" obracało się właśnie wokół produkcji Radiona 6). Powiem Wam szczerze - cieszę się, że to nie Gaia; ten numer po prostu nie zdobył w moich oczach uznania, ma bardzo surowy klimat, który w tym wypadku bardziej nudzi, niż porywa.

10. AYDA - Centurio - nie tak spektakularny jak powrót M.I.K.E.'a do aliasu Plastic Boy, jednak na obecność Timura Chochiyi nie możemy nie patrzeć przez pryzmat jego wielomiesięcznej absencji na rynku muzycznym. Czuję ogromną sympatię do prac Rosjanina - w pewnym sensie działa on na określonym schemacie, ale jak mało kto potrafi tworzyć tak wspanałe akordy. "Centurio" nie jest szczytem możliwości Timura, jednak bardzo miło widzieć go z powrotem.

11. ReLocate & Robert Nickson - Everest - chyba największe negatywne zaskoczenie "A State Of Trance 2016"; po zeszłorocznym albumie "Essence" od Paula i Roberta oczekuje się znacznie więcej niż kawałka bardzo mocno stylizowanego na styl projektu Gaia. Linia melodyczna nie dodała tutaj czegokolwiek interesującego.

12. Jorn van Deynhoven - We Can Fly - tak jak Alexander Popov, również Jorn van Deynhoven otrzymał szansę zaprezentowania dwóch utworów pod rząd; "We Can Fly" nie zachwyca; bassline oraz kick są niczym żywcem wyjęte z obecnie modnych, psy-techowych rytmów. Automatycznie gubi się w napływie tegorocznych produkcji.

13. Jorn van Deynhoven - Flashback - słynne "One Nature", znane z krótkiej, filmowej zapowiedzi Jorna z 2014 roku; ciut lepiej od poprzednika, aczkolwiek w moim odczuciu również nie zapisze się zgłoskami na kartach muzycznej historii.





14. Illenium feat. Joni Fatora - Fortress (Seven Lions Roots Mix) - powrót Jeffa Montalvo do (niemalże) trance'owych korzeni; być może nie trafia do mnie w 100% (kulminacja jest niczym poradnik: jak zbudować melodię w stylu Dash Berlin), ale głos Joni oraz ułożenie breakdownu są godne uznania; cały remiks wyróżnia się dzięki wszystkim swoim elementom.

15. Masters & Nickson feat. Justine Suissa - Out There (Robert Nickson 2016 Remix) - to już znamy i uwielbiamy; podsumuję krótko - bardzo dobre osadzenie "Out There" w nowocześniejszych brzmieniach; wokal Justine Suissy nie po raz pierwszy zasłużył na rangę 'nieśmiertelnego' w pamięci słuchaczy.

16. Bryan Kearney & Christina Novelli - By My Side - początkowo podpisywany jako remiks Sneijdera dla Garetha Emery'ego; przyznam, że to zaskakujący ruch ze strony Kearneya; nie spodziewałem się od niego singla z Christiną Novelli; "By My Side" jest na pewno łatwiejszy w odbiorze dla przeciętnego odbiorcy, niż np. "The Game Changer" z Willem Atkinsonem; uważam go ciekawą propozycję, z jednym z najlepszych popisów wokalnych Novelli w jej dotychczasowej karierze.

17. Gareth Emery - I Could Be Stronger (But Only For You) (Giuseppe Ottaviani Remix) - kolejny po "Sanctuary" oficjalny remiks Ottavianiego dla Garetha Emery'ego; połączenie melodii Brytyjczyka z charakterystycznymi samplami GO; niezłe, choć wypada trochę marnie przy utworach Włocha dla duetu Pure NRG czy choćby pracach nad występami z cyklu Live 2.0. Można posłuchać.

18. Ben Gold - I'm In A State Of Trance - tegoroczny hymn imprez z cyklu "I'm In A State Of Trance"; jako anthem dobrze spełnia swoją rolę... czy trzeba dodawać coś więcej?

19. Mark Sherry meets Space Frog & derb - Follow Me (Psyburst Mix) - ile wspomnień obudziło w nas wydawnictwo Outburst Records; świetne odświeżenie klasyka, które na pewno pozostanie w głowach wielu słuchaczy (również tych, którzy dotychczas nie znali pierwowzoru) na długie miesiące.

20. Team Argentina - Alpha Omega (Sneijder Remix) - pierwsze skojarzenie (a cóż innego?) - kick żywcem wyjęty z "Next Level" Sneijdera i Bryana Kearneya; motyw z breakdownu "Alpha Omega" jest niesamowity, choć jest to bardziej zasługa autorów oryginału (w tej części Sneijder praktycznie niczego nie zmienił). Jak słychać - trochę odtwórczo, ale przyciąga uwagę (choć i tak bardziej czekam na Original Mix).





W ramach podsumowania, kilka moich uwag wypiszę w punktach:

1. Całkowite zatarcie się granicy między płytami "On The Beach" a "In The Club". Ta różnica istnieje wyłącznie na papierze (a właściwie na okładce), praktycznie - kilka utworów z "A State Of Trance 2016" mogłoby spokojnie znaleźć się na zupełnie innym krążku i nikt specjalnie by się tym nie przejął.

2. Brak progresywnych / balearycznych rytmów. Ten punkt jest wynikiem poprzedniego; bądźmy szczerzy - takiego utworu na kompilacji po prostu nie ma. Te klimaty zostały zastąpiono w najlepszym wypadku przez nieco energiczniejsze rytmy (patrz: Denis Kenzo), fascynacje Eric'iem Prydzem (np. Rodg) oraz...

3. ... Umacniającym się romansem Armina oraz Armady do klimatów / artystów Anjunabeats. Tę zależność idealnie pokazuje większość CD1 oraz kilka początkowych pozycji z CD2. Anjunabeats przenika do Armady, co objawia się obecnością Genixa, Arty'ego czy Super8 & Tab (na udział Finów trzeba jednak patrzeć z innej perspektywy - zdecydowali się oni na połączenie swojego bassline'u, puszczając jednocześnie oko do wielbicieli Armady, serwując im dźwięki, które znają z wydawnictw holenderskiej wytwórni).

Z drugiej strony - na kompilacji mamy Yoela Lewisa, który również przybliża rytmy labelu Above & Beyond (choć dotychczas nigdy w nim nie wydawał). Myślę, że kwestią czasu jest współpraca / remiks w relacji Armin van Buuren <-> Above & Beyond.

4. Myślę, że mało kto (poza Rodgem i Estivą) tak naprawdę zaskoczył nas czymś nowym (o, przepraszam - byli jeszcze ReLocate i Robert Nickson przy "Everest", ale to akurat była negatywna niespodzianka); wielu artystów z kompilacji wpadło w wir powtarzalności, schematyczności lub w wypadku "Again" - korzystania z sukcesu innych. To trochę przykre spostrzeżenie.

Ale nie generalizowałbym, że jest to problem całego gatunku, nie lamentowałbym też o upadku Trance. Armada w 90% wydaje i będzie wydawała to, co już sprawdziło się wśród słuchaczy (nie patrząc na wartość artystyczną). Jeśli taka jest ich recepta na sukces, proszę bardzo (wbrew pozorom, może ona od czasu do czasu przynieść nam coś naprawdę dobrego).

PS. Przy tej recenzji rezygnuję z podawania moich faworytów; myślę, że opisy poszczególnych kawałków jasno powiedziały Wam, które z nich uważam za najlepsze, a które za najgorsze z tego zestawu.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------

W imieniu Asot-Only zapraszam Was do wzięcia udziału w konkursie, którego szczegóły podamy już wkrótce na naszym fanpage'u. Do wygrania będzie egzemplarz "A State Of Trance 2016".





Z mojej strony to wszystko na temat najnowszej kompilacji z serii "A State Of Trance". I choć mamy już na forum kilka dyskusji na jej temat, serdecznie zapraszam Was do komentowania moich przemyśleń, zgadzania i niezgadzania się z nimi, pochwalenia, wyśmiania - co tylko chcecie (oczywiście z zachowaniem kultury osobistej :D ).

Spodziewajcie się niespodziewanego. Właśnie Tak!
_________________
Strona: http://zdobrejwoli.blog.pl/
Facebook: http://www.facebook.com/zdobrejwolipl
Twitter: http://twitter.com/ZDobrejWoli
Opis: http://asot-only.pl/z-dobrej-woli-vt33252.htm
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template modified by Joy & han350.



Regulamin | Faq | Statystyki | AsotOnly - Facebook | Kontakt

Znajdziesz nas w Google+
Strona wygenerowana w 0,32 sekundy. Zapytań do SQL: 12